czwartek, 30 lipca 2009

Dowód na istnienie boga




bóg daje mi znaki.

Jedną, jedyną zbędną rzeczą jaką tutaj ze sobą przywiozłam jest absurdalna, plastikowa meduza.
Meduzę kupilam w w "Aquarium" w L.A., w maju.
Dlaczego ją kupilam, dlaczego ją ze sobą zabralam i powiesilam w mojej klasztornej piwnicy - tego się pewnie nigdy nie dowiemy.

W każdym razie idę sobie pewnego dnia pobliskimi lasem, a tu, pomiędzy drzewami wisi olbrzymia neona-meduza. A właciwie dwie - czerwona i niebieska. Nie reklama, nie informacja, nie artystyczna prowokacja. Po prostu meduzy - bez sensu i wyjaśnienia.

I tak wiszą.

Ludzie patrzą na nie zdziwnieni, ale nie wiedzą wszystkiego.
Nie wiedzą, że to bóg chce mi coś przez to powiedzieć. Coś przekazać. Coś strasznie ważnego.

Niestety nie wiem, co konkretnie.

Siedzę w mojej celi, patrzę na meduzę i wiem, po prostu wiem, że tylko krok dzieli mnie od jakiejś wielkiej, ważkiej prawdy o moim życiu. Że jeszcze chwila i zrozumiem o co w tym wszystkim chodzi. Puzzle ułożą się w jedną, logiczną całość.
I juz wszystko będzie dobrze.

Na razie pozostaję jednak w ciemności, a meduza łypie na mnie ponuro swoim nieistniejącym okiem..
.....
Każdy ma takie obajwienie, na jakie sobie zaslużyl.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz