W wypadku samochodowym zmarł doktor Eligiusz Szymanis.
Odjechany romantyk, indywidualista i fajny, kochany człowiek.
Widzę go jak biegnie w mrokach Krzemieńca... My za nim - totalnie odurzeni ukraińską wódką z restauracji Bona. Bo jest naszym nawiedzonym, charyzmatycznym mentorem, bo chcemy być blisko.
A on, okazuje się, biegnie w tych mrokach do toalety - do której wszyscy za nim wiernie wbiegamy... z rozpędu.
Taki był Szymanis.
Wieczną habilitację racz mu dać Panie
piątek, 21 sierpnia 2009
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten niestrudzony wędrowiec już wpłynął na suchego przestwór oceanu,
OdpowiedzUsuńWóz(jego)nurza się w zieloność i jak łódka brodzi;
Śród fali łąk szumiących, śród kwiatów powodzi,
Omija koralowe ostrowy burzanu.
Nam, tutaj, będzie go bardzo brakowało... [*][*][*]
… zapamiętam go takiego, jak z Bony, jak z Krzemieńca… jak wszyscy mieliśmy problemy z pionem… jak niepoprawnego romantyka na zawsze, na wieczność…
OdpowiedzUsuńa egzamin z romantyzmu? Kiedy to z niewzruszoną miną pytał nas o miejsce urodzenia Słowackiego - :)))
OdpowiedzUsuńWielkoduch był z niego:)
wiedział, że wszyscy jesteśmy debilami, ale niczego nam nie żałował:)
OdpowiedzUsuńmaluczkie rzeczy go nie interesowały… wciąż w chmurach błądząc, wiedział, że nie wszyscy urodzili się geniuszami, ale czy godzi się im odbierać dyplom magistra polonistyki? Oj Wielkoduch, był to nad Wielkoduchami. A egzamin u niego marzenie… bardziej mu zależało na dobrym wyniku niż nam chyba… Cudowny człowiek…
OdpowiedzUsuńciężko uwierzyć, że Elika nie ma. i co to za polon bez niego.
OdpowiedzUsuń