piątek, 23 października 2009

Dlaczego kocham Azję? (II)

Bo ludzie












<
Bo ludzie mają tu na twarzach wypisane nowe historie .

Ja na przykład ta - o Lian Chen i Zhao Gang. Pierwszy raz spotkali się na masażu leczniczym, w obskurnym zakładzie prowadzonym przez niewidomych, w Helijng - rosyjskiej dzielnicy Nowego Pekinu. Leżeli na sąsiednich lożkach. Lian spojrzała na Zhao raz tylko i pomyślała: Boże, jakiż to piękny, mocny mężczyzna. Zhao, ugniatany od czubka głów, po końcówki palców u nóg nie myślał w ogóle. Myślenie nie należało zresztą do jego najmocniejszych stron... Wolał konkrety. Do takich zaliczał mocny dotyk niewidomej dziewczyny przesuwającej minikosteczki w jego karku... Zhao westchnął głęboko i zamknął oczy.

Gdy spotkali się ponownie, trzy lata później w restauracji Yuehan serwującej ostrą jak diabli kuchnię seczuańską, nikt z nich nie pamiętał o krótkiej chwili u niewidomych masażystów. Wszystko zadziało się szybko. Z braku miejsc siedzieli przy sobie. Jak zwykle zanurzony w odmętach niemyślenia, Zhao przegryzł małą, czerwoną papryczkę. Nim jeszcze poczuł faktyczną eksplozję fizycznego bólu wypalanych żywcem kubeczków smakowych - jego umysł zareagował instynktownie.Chwycił szklankę piwa stojącą przy nakryciu Lian i łapczywie wypił pół jej zawartości. Lian odskoczyła w przestrachu, spojrzała w wąskie szparki oczu Zhao i... wybuchła śmiechem.

Poprzez warstwy bezmyślności, Zhao poczuł lekkie mrowienie w karku. Jakby ucisk uważnych dłoni niewidomej masażystki.

***


Ślub był na tyle wystawny, aby wyrazić zdumienie rodziny Zhao, że ten, w całej swojej obojętności znalazł kobietę. Przedtem para udała się, jak tradycja nakazywała, na serię zdjęć przed Świątynią Nieba. Tam też ich spotykamy:




Lian i Zhao - Kampai - wszystkiego najlepszego 一切顺利
Niech bogowie czuwają nad Waszym domem i niech chronią go przed namolnymi geo-kao - wcieleniami niepotrzebnej refleksji

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz