
Moja próba ignorowania wszystkiego powiodła się.
Do pewnego stopnia.
Sprawy jednak posługują się swoją własną logiką.
I dojrzewają
Tak, jakby nie mogły poczekac, aż będę gotowa.
Czyli do nigdy.
A w Oslo jest ładna pogoda, jest mój instytut i moi dziwni, klasztorni pobratymcy.
Są śledzie, jest makrela w pomidorach i jogurth waniliowy podwójne zero procent.
Przyjmuję formę przetrwalnikową - czekając na porę deszczową.
Zagrzebuję w mule i drętwieje.
Wpadam w letarg.
Albo hibernację.
Zapadam w sen zimowy w moim legowisku, w pieczarze, przytulona plecami do innych niedźwiedzi.
Dyszymy przez sen wypuszczając z paszcz obłoczki śmierdzącego rybami oddechu.
Zapadam w sen zimowy w moim legowisku, w pieczarze, przytulona plecami do innych niedźwiedzi.
Dyszymy przez sen wypuszczając z paszcz obłoczki śmierdzącego rybami oddechu.
Dajcie nam spokój, odejdźcie.
Nie budźcie zmęczonych niedźwiedzi.
..albo rosyjska niedzwiedzica :)
OdpowiedzUsuńTo do wiosny