poniedziałek, 30 listopada 2009

W rok później

Dzisiaj od rana jestem Buddą.
Dlatego nie mąci mego umysłu myśl o smutku, czy rozczarowaniu.
Patrzę z miłością.
I wyrozumiałością.
Choć i te emocje są tylko wytworem mojego nieograniczonej jaźni.

Coś się kończy, coś się zaczyna.
I tak jest dobrze.

PS. A tu się właśnie zaczyna:


Gratulere!:)

Dziewczynki, a to specjalnie dla Was piosenka w wykonaniu moich klasztornych pobratymców:


Ich liebe Euch, aber ihr weisst es schon, oder?:)

1 komentarz:

  1. Dziekujemy Bianuszko!Pamietaj, ze 31.07 widzimy sie na naszym slubie:) Tzn. moim i Arminki:) Nie na naszym...

    OdpowiedzUsuń