sobota, 5 grudnia 2009

...

Z przejścia dla pieszych koło mojego instytutu, zniknęły światła i przycisk do zatrzymywania samochodów. Zniknął też kawałek chodnika i fragment wejścia do budynku.
Mój Salon Fryzjerski stał się nagle sklepem z ekologicznymi wypiekami.
Zamknięto prom na Bydgoy.
W kawiarni z moimi ulubionymi, mega-bułami z rodzynkami, mega-buł zabrakło w połowie dnia.

Braki zaczęłam zauważać również na innych poziomach. Z powodu choroby nie wzięłam udziału w świątecznym party w instytucie i nie spotkałam się z przyjaciółmi. Nie porozmawiałam z Agnete i Bjornem o moim chorym pomyśle scalenia dwóch modeli teoretycznych. Nie zobaczę już też Obamy odbierającego nagrodę Nobla w Ratuszu ani pozdrawiajacego tłumy z balkonu hotelu Grand.

Mój czas w Oslo wyraźnie wyczerpuje się. Ktoś zmienia dekoracje.
Pora kulturalnie opuścić teatr.




A taka, przepyszna scenografia powitała mnie zaraz po przybyciu, w czerwcu. I nie, nie zabrakło orkiestry dętej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz