niedziela, 18 kwietnia 2010

Na sześć godzin przed końcem żałoby narodowej...

Erupcja najczarniejszego humoru, obrazoburczych skojarzeń i zwykłego chamstwa..

Na lampie siedzi mucha. Pod lampą leży straumatyzowany Marcell i udaje martwego w nadziei, że mucha go nie dorwie.

Bluźnierczy chichot nad fondue w siermiężnym rondlu.

Chaps...

Nie mogę, nie mogę, nie mogę. Niech oni już ich zakryptują w tej krypcie, no błagam!

I Żyd jeszcze przyszedł z polską flagą i sześciopakiem Tyskiego. Armageddon jak nic. Się zbliża.

1 komentarz: