14.00
Jeden Pan pali na ganku. Nie wolno palić. Jednego już za to wyrzucili z turnusu. Jedna starsza pani się poskarżyła do dyrektora.
14.20.
Mijamy Grajka Parkowego – gra na harmonii. Niezbyt pięknie. Sam o tym wie najlepiej. „ Ja to nie jestem taki zdolny – mówi - jak ten, co zawsze był przy bramie z trąbką. Ale umarł w zeszłym roku i teraz mi ludzie dają pieniadze za tamtego."
14.30
Przed nam wycieczka poznaje tajemnice Nalęczowa. "Senator Szyszkowska przychodzi z pobliskiej wsi co niedziela po ciastko do kawiarenki „Ewelina”. - mówi pan Antonii, przewodnik kulturalny uzdrowiska „Dom Rolnika” - Śmietanowe z wiśniami i czekoladą. Przychodzi z takim młodym panem. Jej towarzysz jest poetą." Po chwili milczenia dodaje: „I ma fioletowe włosy”
Rozlega się cichy pomruk niedowierzania.
16.00
W kawiarni "Jaśminowa" zamawiamy nalewki.
Wiśniowa, porzeczkowa, koprowa…
Ojciec mówi: Weźmy koniecznie orzechową. Orzechówkę weźmy! Podają.
Ojciec próbuje, wzdraga się: Orzechówka prawdziwa. Ohydna.
17.20
Przechodzimy koło maleńkiego drewnianego kościółka. W gablotce wisi plakat, gdzie jest napisane, co to grzech bałwochwalstwa. Bardzo konkretnie - m.in. Harry Potter, joga, akupunktura wschodnie sztuki walki oraz kursy szybkiego czytania...
Patrzę na ojca podejrzliwie – co tak szybko przeczytałeś te „Erynie”, szybciej niż ja. Czyżbyś?... Niewypowiedziane oskarżenie zawisa w powietrzu.
18.00 Kolacja.
Pani Kasia (lat 75.) przyjechała z mężem ale i tak podrywa wielu innych panów. Ktoś zresztą powiedział, że to wcale nie jest pewne, ze to jej mąż. We włosy wpina na wieczór jakieś takie jakby pióra. Pokazuje brzuch pomarszczony.
A teraz oddaje swoją wędlinę w stołówce – jakimś obcym panom.
19.00 W kawiarni dancing. A na dancingu Panna Krysia.
„jutro się rozstaniemy, jutro się rozejdziemy”, "żono moja serce moje", "poukladałam sobie świat, myślalam, ze nie wrocisz juz..."
O 20.30 muzyka cichnie, kuracjusze rozchodzą się po pokojach.Zbliża się cisza nocna.
21.00 Zmierzch.
W tym zmierzchu siedzi na ławeczce strasza pani.
Wyprostowana, w kapeluszu.
Okryta pledem przez córkę. Córka dotrzymuje jej towarzystwa, wysyła do fryzjera i na zabiegi pielęgnacyjne.
Teraz jednak strasza pani jest zupełnie sama.
Siedzi. Patrzy w zmierzch.
Czeka.
I szczerze powiem: wygląda to czekanie jakoś strasznie ostatecznie.
Errata:
A ojciec to powiedział, że oni w tym wieku to w ogóle już nie śpią. Tylko ubrani czekają w ciemnościach pokoju na śniadanie.
środa, 9 czerwca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ja czekam na opis potwierdzajacy, ze to jest sanatorium, no chcialbym sie troche zdrowotnym praktykom przypatrzec, cos sie musi dziac przed ta 14:00 istotnego...chociaz z drugiej strony to moze malo dyskretne zapytanie z mojej strony.
OdpowiedzUsuńSpecjalnie dla Ciebie:)
OdpowiedzUsuń7.00 Lekkim pukaniem w drzwi budzi nas pielęgniarka. Niby pyta, czy wszystko dobrze, a tak naprawdę sprawdza kto przeżył kolejną noc.
dzieki ;'))
OdpowiedzUsuńps. zajrze tu za jakis czas, jak ta pielegniarka...
i zdjecia jeszcze prosimy!!!
OdpowiedzUsuń:)
OdpowiedzUsuńzrobiłam sobie urlop od zdjęć w sanatorium też.
Trochę żałuję.
Widok takiej wielkiej - ponadnormalnie - starszej pani, która z trudem się w ogóle przemieszcza, kiedy to zakłada plastikowy kapelusik, wchodzi do basenu na gimnastykę, dosiada takiego czegoś ze styropianu podłużnego zwanego "makaronem" - i to ją nagle unosi na wodzie jak piórko - jej promieniejąca twarz i wielki, wielki uśmiech...Coś niesamowitego.