wtorek, 16 czerwca 2009

Bliżej Boga

W naszym salonie

Na moim regale

Decyzja o wstąpieniu do klasztoru nie była łatwa.
Jednak jasnym było, że z moją wrażliwością i rozwiniętą duchowością nie nadawałam się do życia w świecie, który brudzi i podli.
Przyjaciele nie rozumieli tej decyzji. Odeszli pod fałszywym pretekstem.
Jednak nie jestem sama. Oprócz Boga, który stoi przy mnie od chwili przebudzenia (w nocy pewnie też, ale tego nie wiem, bo śpię) mam też swoją wspólnotę.
Mieszkamy razem w domu przy Eilert Sundtsgate 37.

I nieprawdą jest, przy tej okazji oświadczam, jakoby Pastor Frederik miał skłonnośc do malych dzieci.


Wystarczy spojrzeć na tę szlachetną, uduchowioną twarz aby wiedzieć, że to podłe języki ludzi, którzy od Boga są bardzo, bardzo daleko.

Tak samo jego żona - Cornelia, wcale nie prowadzi komercyjnego studia S/M w piwnicy.


A wiekowa sekretarz wspólnoty - Britta, choć, owszem, wygląda surowo, nie służyła w Auschwitz przy końcowej fazie eksterminacji Żydów - jakbyście spróbowali jej wafli z bitą śmietaną i borówkami, wiedzielibycie że to nieprawda.


W atmosferze harmonii i wyciszenia szukam Boga. Czasem, w nocy, widzę jego cień za firanką i wiem wtedy, że jest już tuż, tuż.

3 komentarze: