środa, 19 sierpnia 2009

Rok temu, sto lat temu

Gdyby czas nie był linią a punktem (to byłby bogiem), a moje urodziny byłyby nie tylko dziś, ale i rok temu na przykład.

I siedziałbyśmy sobie z mamą Asi pod barbakanem słuchając jej opowieści o niesamowitej wyprawie nad morze i jakiejś starsznej gołej babie w śmierdzącym barłogu. A potem wyrzygałabym przywiezione z Berlina Prosecco pod pomnikiem Kilińskiego.

Albo np. to byłyby moje osiemnaste urodziny, których mam w głowie trzy wersje, nie licząc wersji o osiemnastce, która była kiedy indziej.

W jednej z tych wersji wyszłyśmy własnie z Kaśką i Anią z pubu Giovanni i najebane i szczęśliwe idziemy sobie na Stare Miasto. Nie wiemy jeszcze jak pokomplikują się nasze ściezżki w przyszłości. Zaraz dojdziemy do barbakanu, a ja w wieszczym przeczuciu zwymiotuję kiepskim piwskiem pod jakims pomnikiem. Zmęczona oprę się o cokół, spojrzę w górę... i napotkam surowy wzrok Jana Kilińskiego.

Bo życie jest cudem.

....

Wszystkie najlepszego:)




4 komentarze:

  1. Rok temu poznałam najpiękniejszą i najnajwspanialszą dziewczyne na ŚWIECIE:)!!
    I mimo tego, że podczas pełni księżyca zamienia
    się w Dzioborożca. To bardzo kocham to ptaszysko:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejnych pełni księżyca, słoi na pniu, siwych włosów na skroni, poranków niezapomnianych i nocy niezapomniańszych… nie zwalniaj, choć trzy krechy na karku… bo jak się bardzo chce wskazówki potrafią zawracać. Happy Birthday :)

    OdpowiedzUsuń
  3. albo siedziałabyś z kartofelsalad i champagnediśniadanie na styku chmielnej i pasażu wiecha i zagryzała to wszystko suszonym kabanosem.

    OdpowiedzUsuń
  4. a zazie wlaśnie poznałaby Duża, dużą Olę, a lolo odkrywałoby modę na arafatki...

    OdpowiedzUsuń