I siedziałbyśmy sobie z mamą Asi pod barbakanem słuchając jej opowieści o niesamowitej wyprawie nad morze i jakiejś starsznej gołej babie w śmierdzącym barłogu. A potem wyrzygałabym przywiezione z Berlina Prosecco pod pomnikiem Kilińskiego.
Albo np. to byłyby moje osiemnaste urodziny, których mam w głowie trzy wersje, nie licząc wersji o osiemnastce, która była kiedy indziej.
W jednej z tych wersji wyszłyśmy własnie z Kaśką i Anią z pubu Giovanni i najebane i szczęśliwe idziemy sobie na Stare Miasto. Nie wiemy jeszcze jak pokomplikują się nasze ściezżki w przyszłości. Zaraz dojdziemy do barbakanu, a ja w wieszczym przeczuciu zwymiotuję kiepskim piwskiem pod jakims pomnikiem. Zmęczona oprę się o cokół, spojrzę w górę... i napotkam surowy wzrok Jana Kilińskiego.
Bo życie jest cudem.
....
Wszystkie najlepszego:)
Rok temu poznałam najpiękniejszą i najnajwspanialszą dziewczyne na ŚWIECIE:)!!
OdpowiedzUsuńI mimo tego, że podczas pełni księżyca zamienia
się w Dzioborożca. To bardzo kocham to ptaszysko:)
Kolejnych pełni księżyca, słoi na pniu, siwych włosów na skroni, poranków niezapomnianych i nocy niezapomniańszych… nie zwalniaj, choć trzy krechy na karku… bo jak się bardzo chce wskazówki potrafią zawracać. Happy Birthday :)
OdpowiedzUsuńalbo siedziałabyś z kartofelsalad i champagnediśniadanie na styku chmielnej i pasażu wiecha i zagryzała to wszystko suszonym kabanosem.
OdpowiedzUsuńa zazie wlaśnie poznałaby Duża, dużą Olę, a lolo odkrywałoby modę na arafatki...
OdpowiedzUsuń