Babcia Bianka
Miała garba, ale o tym się u nas nie mówiło. I indycze podgardle.
Campari z woda sodową i odrobiną cukru było jej ulubionym aperitifem. Nie pogardziła tez likierkiem czekoladowym, czy inną nalewką na deser.
Kochała swoją wnusię, która łapała ją uparcie za podgardle i inne zwisające skóry, których z czasem przybywało coraz więcej - i ciągnęła, mimo że już w pewnym momencie naprawdę nie wypadalo. Mierzwiła jej biały puch na głowie ulożony w elegancką fryzurę. I głaskała po garbie. Nie zadawała wnusi nigdy głupich pytań.
- Idę już, idę - powiedziała i podreptala w ich stronę powiewając indyczym podgardlem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz