niedziela, 1 listopada 2009

Czwarta do brydża


Babcia Bianka

Miała garba, ale o tym się u nas nie mówiło. I indycze podgardle.


Campari z woda sodową i odrobiną cukru było jej ulubionym aperitifem. Nie pogardziła tez likierkiem czekoladowym, czy inną nalewką na deser.


Kochała stwory, kolory, formy, wszystko co ładne i sympatyczne. Szukała piękna i harmonii. I produkowała je w zastraszających ilościach.

Kochała swoją wnusię, która łapała ją uparcie za podgardle i inne zwisające skóry, których z czasem przybywało coraz więcej - i ciągnęła, mimo że już w pewnym momencie naprawdę nie wypadalo. Mierzwiła jej biały puch na głowie ulożony w elegancką fryzurę. I głaskała po garbie.

Nie zadawała wnusi nigdy głupich pytań.

Po dlugim, dobrym życiu poszla prosto do nieba. A tam już na nią czekali niecierpliwie przy stoliku brydżowym: Dziadek Zdzisław, Ciociaw Wanda i Ciocia Marta.

- Idę już, idę - powiedziała i podreptala w ich stronę powiewając indyczym podgardlem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz