Zrobiliśmy to razem z Marcinem. Zjedlimy po dwa skorpiony, dwa wróble, jednym koniku morskim, szarańczy, larwie jedwabnika oraz dużą, poćwiartowaną ropuchę w sosie warzywnym.
Zdecydowanie konik morski - z lekką nutą rodzynkową.
Larwy były nieco mdłe, skorpiony, hmm... z wypustkami, ropucha - pełna malutkich, uciążliwych kosteczek. Dżdżownice...ciągnące. A wróbelki...mało satysfakcjonujące gabarytowo.
Bianuszko, i ja sie z Toba calowalam???Jestes szalona!
OdpowiedzUsuńwszystko wygląda pysznie, ale co było najsmaczniejsze?
OdpowiedzUsuńZdecydowanie konik morski - z lekką nutą rodzynkową.
OdpowiedzUsuńLarwy były nieco mdłe, skorpiony, hmm... z wypustkami, ropucha - pełna malutkich, uciążliwych kosteczek. Dżdżownice...ciągnące. A wróbelki...mało satysfakcjonujące gabarytowo.
nie to, że narzekam...:)
konik morski - kojarzy mnie się z frutti di marre - może dlatego był naj...
OdpowiedzUsuńA ja się tak wysilam robiąc mini kanpeczki:)
OdpowiedzUsuńWykopie na Twój przyjazd robali i ponadziewam na wykałaczki:) Taniej wyjdzie:)