wtorek, 15 grudnia 2009

Stfory w ilościach "do piećdziesięciu"



Dziś obchodziliśmy 308 rocznicę szturmu 47 roninów na zamek Kiry. Jest to historia o tym, jak samurajowie tracą swego pana, mszczą się na winnym jego śmierci, innym panu, po czym popełniają honorowe samobójstwo, na rozkaz największego pana - szoguna. Nie rozumiem jej przesłania, ale też nie żyję w zhierarchizowanym do bólu społeczeństwie, które nie przeszło żadnej społecznej rewolucji i którego przywódca niedawno dopiero wyrzekł się formalnie boskości,.

Grób 47 roninów przy świątyni szintoistycznej w Sengaku-ji odwiedziło dziś tysiące Tokijczyków. Oddawali roninom cześć głębokim skłonem przy każdym z grobów.
Ich historia jest wciąż żywą częścią kultury Japońskiej.
Jak to się osadza w meandrach Japońskiej duszy - nie mnie to oceniać.

Zwłaszcza jak przypomnę sobie historie naszych, polskich bohaterów - tych wszystkich Konradów Wallenrodów i innych Kordianów...
Smutne i absurdalne - do wyrzygania.


A tak na marginesie:
Jak to się stało, że nawet tak pogodna, harmonijna i skromna religia jaką jest szintoizm - gdzie świat jest pełen duchów, bóstw, amuletów i równoważących się sił przyrody - stała się podstawą groźnego i barbarzyńskiego militaryzmu japońskiego?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz