niedziela, 28 marca 2010

Siostra Joanna służyła biednym 20 lat w Afryce, w Kamerunie, teraz dziesiąty rok w kazahskiej Astanie.
Z Afryki wyjechać musiała po wypadku na motorze.
Śmieje się, gdy mówię - „To wy byłyście takie Siostry-Motorynki, tak?”.

Powołanie przyszło, gdy jako mała dziewczynka usłyszała opowieść o zakonnicy pracującej z trędowatymi.
Dlatego wybrała zakon o odpowiednim charyzmacie: pomoc ubogim, chorym i potrzebującym.
W Kamerunie trędowatych nie brakowało.
Co im najpierw odpadało?” – pytam. „Palce, nos, oczy.” – odpowiada spokojnie

Nigdy nie miała wątpliwości.
Co do Boga.
I po co jest.
Nie tak jak Matka Teresa z Kalkuty, która wierzyła będąc młodą dziewczyną, a potem, już na całe życie pogrążyła się w ciemnościach niewiary. O czym nie wiedział nikt z jej otoczenia i o czym świat dowiedział się z dzienników po jej śmierci. Co świat ten nieco zszokowało.

Za Afryką z biegiem lat siostra Joanna tęskni coraz mniej. Choć z początku serce jej się tam wyrywało - aż bolało.
Czasem jednak śnią jej się suche stepy aż po horyzont.
I zapach piachu, trawy i sierści nłodego lwiątka o poranku.
Wtedy prawie niechcący zaczyna odmawiać „Zdrowaś Mario” w narzeczu: cukili:
„Mane Hwata, kryfte hwata"
Kathera kwate kanue..



Ledwo żegnam się z siostrą Joanną, wpadam w objęcia Lamy Olego. On też ma swoją historię. Tę jednak niech opowie kto inny.

1 komentarz:

  1. tak.....dodajmy opis do tego zdjęcia.
    Dzień po tym zdjęciu Lama Ole stwierdził ,, precz z meczetem w Polsce" - mam nadzieje, że to nie wniosek po tym spotkaniu ......

    OdpowiedzUsuń